Plażing smażing a ochrona przeciwsłoneczna

0 Shares
0
0
0

Sezon urlopowy w pełni. Większości z nas kojarzy się on ze słońcem, wodą i koniecznie z piękną opalenizną. Skóra muśnięta słońcem w naszym społeczeństwie jest szczególnie pożądana. Czy jednak umiemy się opalać zdrowo? Czy to jest w ogóle możliwe?

Należę do osób, którym leżenie na słońcu szybko się nudzi a jesienne przebarwienia i niedoskonałości skóry szczególnie doskwierają. Dlatego nie lubię się opalać i zawsze stosuję wysokie filtry przeciwsłoneczne. Dzięki temu już od wielu lat nie doświadczyłam oparzeń słonecznych. Ale rozumiem, że dla innych osób opalanie może być wspaniałym czasem relaksu i takim wakacyjnym „must have”;)

Warto jednak znać i stosować podstawowe zasady ochrony przeciwsłonecznej. Dzięki temu uzyskamy piękną i przede wszystkim zdrową opaleniznę. Będziemy się nią cieszyć przez wiele długich tygodni a nie tylko do pierwszego zejścia poparzonej skóry.

Przed wyjściem na zewnątrz sprawdź aktualny INDEKS UV

Co to jest INDEKS UV (Solar UV Index)?

To wskaźnik mówiący o intensywności promieniowania UV w danym miejscu w określonym czasie. Dostarcza informacji o bezpieczeństwie ekspozycji na słońce.
Skala indeksu wynosi od 0-16, jednak w większości miejsc na świecie (w tym w Polsce) nie przekracza 11.
Aktualny indeks UV (UVI) jest często podawany w telewizyjnych prognozach pogody oraz w internecie. Jego wartość znajdziecie m.in na stronach IMGiW www.pogodynka.pl. Pomiar aktualizowany jest co 5 minut.

W poniższej tabeli zamieściłam ogólne wskazówki, jak postępować w zależności od wysokości Indeksu UV.

Słońce a witamina D

W artykule Brak słońca szkodzi bardziej niż jego nadmiar wspominałam, że słońce jest nam potrzebne m.in do syntezy witaminy D. Jest to częsty argument przeciwników stosowania filtrów przeciwsłonecznych. Nie łudźmy się jednak, że leżąc plackiem przez średnio dwa urlopowe tygodnie wytworzymy zapas witaminy D na cały rok. Takim postępowaniem nabawimy się co najwyżej poparzeń słonecznych. A spalona skóra nie jest zdolna do syntezy witaminy D. Pojawia się natomiast stan zapalny i zwiększa ryzyko nowotworów skóry. Zresztą coraz więcej doniesień ze świata nauki przekonuje nas, że filtry nie blokują wytwarzania cholekalcyferolu. No i większość osób nie stosuje ich tak często jak należy.

Jak często nakładać na skórę krem z filtrem przeciwsłonecznym?

Odpowiedź na powyższe pytanie brzmi…To zależy. Zależy od wartości zastosowanego filtru, rodzaju skóry, naszej karnacji, godziny ekspozycji, miejsca w którym przebywamy, indeksu UV czy stosowanych aktualnie leków i suplementów.

SPF – Sun Protection Factor to współczynnik, który określa ile razy dłużej można skórę chronioną danym preparatem poddać działaniu słońca bez ryzyka poparzenia skóry

Zgodnie z powyższą definicją, jeśli rumień pojawia się u nas po 20 min przebywania na słońcu to zastosowanie filtru SPF 10 wydłuży moment bezpiecznego przebywania na słońcu do ok. 3godzin ( 20min x 10=200min).

UWAGA! Nie oznacza to jednak, że przez te trzy godziny możesz zupełnie bezpiecznie przebywać na słońcu. Skuteczność filtrów badana jest w warunkach laboratoryjnych a nasza skóra to zupełnie inny twór. Poci się, ociera o odzież, plażowe ręczniki, kąpie w wodzie itd. Kremy są na bieżąco usuwane z jej powierzchni. Dlatego powinniśmy aplikować kremy z filtrem średnio co 2 godziny.

Najlepiej aplikuj je 20-30 min przed wyjściem na słońce. Zwłaszcza kremy z filtrami chemicznymi, które aby spełnić swe zadanie najpierw muszą wniknąć w skórę. Smaruj kosmetyk obficie i nie zapominaj o trudno dostępnych miejscach. Kto z nas nie przypalił sobie stóp albo uszu, niech pierwszy rzuci kamieniem;)

Przygodę z opalaniem zaczynamy stopniowo!!! Przyzwyczajamy skórę, zaczynając od ochrony bardzo wysokiej (SPF 50+) do niskiej.

W przypadku SPF nie obowiązują zasady matematyki

Krem z SPF 30 nie chroni skóry dwa razy dłużej niż z SPF 15. Podobnie jak nałożenie kremu SPF 20 a potem SPF 10 nie zapewni nam ochrony na poziomie SPF 30.

Krem z SPF 15 filtruje ok. 93% promieni UVB, SPF 30 – ok. 97%, a SPF 50 – 98%.

Bloker słońca? Jeżeli widzicie taki napis na opakowaniu kremu, omińcie go szerokim łukiem. Żaden produkt nie jest w stanie w 100% zatrzymać promieniowania UV. Popularne kiedyś SPF 100 miały tak naprawdę minimalnie większą skuteczność od SPF 50.

Rodzaje filtrów przeciwsłonecznych

Zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej preparaty do opalania dzielą się na 4 poziomy ochrony: Niska ochrona (SPF 6, 10), średnia ochrona (SPF 15, 20, 25), wysoka ochrona (SPF 30, 50), bardzo wysoka ochrona (SPF 50+).

Stosowanie filtrów przeciwsłonecznych u niektórych wzbudza pewne kontrowersje. Nieliczni pacjenci wydają się być do nich uprzedzeni, bo niepokoi ich fakt zastosowania filtrów chemicznych. Musimy jednak pamiętać, że wszystkie towarzystwa naukowe podkreślają, że dużo więcej można stracić nie aplikując kremów z filtrem, niż je stosując! Filtry nowej generacji są bezpieczne dla naszego zdrowia. I choć jestem ogromną zwolenniczką stosowania naturalnych, roślinnych kosmetyków to w kategorii ochrony przeciwsłonecznej bez obaw sięgam po kremy z filtrami. Oczywiście wybieram dermokosmetyki zakupione w aptece i to te z najwyższym SPF.

Filtry chemiczne czy mineralne?

Filtry mineralne (fizyczne) to najczęściej dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) oraz tlenek cynku (Zinc Oxide). Odbijają one i rozpraszają promieniowanie UV. Mają zdecydowanie mniejsze właściwości alergizujące i drażniące. Bardzo często występują w kosmetykach przeznaczonych dla skóry wrażliwej oraz dla najmłodszych dzieci i niemowląt, często już od 1 dnia życia. Minusem (?) tego rodzaju filtrów jest gęstsza konsystencja. Aby ułatwić ich aplikację producenci zaczęli stosować nanocząsteczki tlenków cynku i tytanu. Pojawiają się jednak obawy, że nano cząsteczki mogą niestety przenikać do organizmu ludzkiego. Ryzyko penetracji skórnej jest niewielkie, ale wzrasta w momencie uszkodzenia naskórka na skutek chociażby oparzenia słonecznego czy zwykłego otarcia. Zdecydowanie bardziej groźne jest przenikanie tychże nanocząsteczek w preparatach w postaci aerozolu. Wędrują wówczas bezpośrednio do płuc.

Filtry mineralne są zatem bardzo bezpieczne. Ale warto unikać preparatów w aerozolu zwierających nanocząstki. Są one oznaczane w INCI (Międzynarodowym Nazewnictwie składników kosmetycznych) z dopiskiem „nano„.

Filtry chemiczne są złożonymi związkami, które wnikają w naszą skórę i absorbują promieniowanie UV zanim zdąży wyrządzić nam krzywdę. Ich niewątpliwą zaletą jest duży współczynnik ochrony przeciwsłonecznej oraz lekka konsystencja. Dzięki temu łatwiej się aplikują i trudniej „ścierają” ze skóry. Do wad zaliczyć możemy większe ryzyko podrażnień skóry wrażliwej i delikatnej skóry dzieci. Najczęściej występujące filtry chemiczne to: Octocrylene, Parsol, Homomethyl salicylate, Oxybenzone, Avobenzone, Mexoryl, Uvinul, Tinosorb i wiele innych…

Największe zdolności do przenikania przez naskórek i największe właściwości alergizujące mają m.in. Avobenzone, Oxybenzone i Octocrylene. Od wielu lat pozostają pod baczną obserwacja naukowców. Okazało się bowiem, że wnikają do krwiobiegu. Na szczęście nie są magazynowane w organizmie, tylko skutecznie i na bieżąco usuwane z organizmu. Poza tym ilości aplikowanych kremów użyte do badań kosmetyków znacznie przewyższają te, jakimi przeciętnie się aplikujemy.

Reasumując – wciąż nie ma badań potwierdzających negatywny wpływ filtrów chemicznych na nasze zdrowie. Są natomiast niepodważalne dowody kancerogennego działania promieniowania UV na nasz organizm.

Czy filtry roślinne są równie skuteczne?

Marzę o tym, aby kosmetyki naturalne znalazły się również na półkach z kosmetykami zapewniającymi ochronę przeciwsłoneczną. Niestety do tej pory nie odkryto takiego produktu. Żadna substancja roślinna nie chroni nas w wystarczający sposób przed promieniowaniem UV. Stosowanie naturalnych substancji zamiast filtrów SPF naraża nas na poparzenia słoneczne, przyspiesza fotostarzenie skóry i zdecydowanie zwiększa ryzyko nowotworów skóry. Ponadto te „naturalne filtry” to zwykle oleje i masła, a więc formuły dość niestabilne. Nie mamy pewności, że nie ulegają biodegradacji pod wpływem słońca.

Natomiast nie oznacza to, że mamy zupełnie nie korzystać z dobrodziejstw natury. Warto wykorzystywać naturalne alternatywy jako wspomaganie naszego zdrowia i wsparcie w uzyskaniu zdrowej opalenizny.

Olej z nasion dzikiej marchwi – bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe oraz witaminy A, E, C, F i witaminy z grupy B. Uważa się, że ułatwia uzyskanie ładnego kolorytu skóry w czasie opalania. Nawilża i regeneruje skórę po kąpielach słonecznych. Stosowany na skórę w codziennej pielęgnacji zapewnia całoroczną opaleniznę.

Olej z pestek malin – wykazuje działanie kojące i łagodzące podrażnienia. Często opisywany jako naturalny filtr UV nawet na poziomie SPF 30 i 50, ale są to dane mocno przesadzone. Na pewno może być stosowany jako dodatkowa ochrona przed słońcem. No i ma wiele innych cudownych właściwości, dla których warto go mieć w letniej kosmetyczce.

Masło shea, masło kakaowe – świetnie nawilżają i natłuszczają wysuszoną skórę, także tę po opalaniu. Regenerują podrażniony naskórek. Popularne jako tzw. naturalne przyspieszacze opalania. A to z tego względu, że zapewniają złocisty, lekko brązowy odcień skóry. Świetnie więc sprawdzają się w połączeniu z kremami z filtrem SPF.

Ochrona przeciwsłoneczna to nie tylko filtry SPF, dlatego pamiętaj o:

  • Unikaniu słońca w godz. 11:00-15:00
  • Przebywaniu w zacienionych miejscach – w cieniu drzew, parasoli
  • Noszeniu lekkiej bawełnianej bądź lnianej odzieży w jasnych kolorach
  • Noszeniu kapeluszy i okularów przeciwsłonecznych min. UV-400, dobrze dopasowanych i chroniących oczy
  • Odpowiednim nawodnieniu organizmu – elektrolity, woda, owoce

0 Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like

13 sposobów, by wyeliminować BPA

Jeżeli zdążyłaś(eś) już przeczytać mój artykuł „A ciało plastikiem się stało” doskonale wiesz, jakim zagrożeniem dla naszego organizmu…