Lato dopiero się zaczęło. I to jest fantastyczna wiadomość! Przed nami przynajmniej dwa miesiące pełne słońca, śpiewu ptaków, zapachu kwitnących kwiatów, porannej rosy i spotkań z przyjaciółmi na świeżym powietrzu…Cudowny czas! Zanim jednak dopadnie nas letni zawrót głowy, trzeba się do wakacji dobrze przygotować. Proponuję zacząć od zaprzyjaźnienia się ze słońcem. Bo wbrew obiegowym opiniom naprawdę warto!
Nie taki diabeł straszny
Przed sezonem wakacyjnym w mediach zalewa nas fala informacji o zagrożeniach płynących ze strony słońca. Najczęściej występujące artykuły to te o szkodliwości opalania, konieczności stosowania filtrów przeciwsłonecznych oraz zwiększonej zachorowalności na nowotwory skóry, czerniaki. Z drugiej strony w prognozach pogody słyszymy o ociepleniu klimatu i czekających nas rekordowych, wręcz afrykańskich upałach. Można więc odnieść wrażenie, że słońce to wróg numer jeden. Trudno nie zgodzić się z tą całą argumentacją. Ja jednak na początek lata spróbuję przyjrzeć się jasnej stronie mocy i sprawić, żebyśmy do końca przed słońcem nie uciekali.
Słońce a rytm przyrody
Początki ludzkości związane są z Afryką. To właśnie strefa okołorównikowa ukształtowała zegar biologiczny człowieka. Dlatego ciężko nam się przystosować do zmian pór roku i braku nasłonecznienia. Zdecydowanie lepiej radzą sobie zwierzęta, które zwykle przechodzą w stan hibernacji i z pierwszymi promieniami wiosennego słońca budzą się do życia i rozpoczynają okres godowy. Nie trzeba być amerykańskim naukowcem (oczywiście bez umniejszania dorobku naukowego tego kontynentu;), aby stwierdzić że nasze organizmy najlepiej funkcjonują, gdy otrzymują odpowiednią ilość światła.
Kiedy robi się cieplej, chętniej porzucamy nasze ukochane telewizory, komputery czy inne domowe gadżety i wychodzimy do ludzi. Najlepiej to obrazują przepełnione wręcz kawiarnie w krajach południowych. Na naszym rodzimym podwórku obserwujemy z kolei majówkowy grillowy szał. A człowiek człowiekowi do szczęścia jest niezbędny. Słońce sprzyja zatem poszerzaniu grona znajomych i rozwijaniu społecznych interakcji. O letnich romansach już nie wspomnę, dla singli lato to bardzo obiecujący czas.

Naturalny antydepresant
Powyższy nagłówek jest oczywiście prowokujący. Depresja to choroba wymagająca leczenia farmakologicznego. Bez dwóch zdań. Nie da się jednak ukryć, że słońce bardzo pozytywnie wpływa na nasz nastrój. Dla niektórych osób (i ja się do nich zaliczam) słońce za oknem to najlepszy budzik! Od razu wstajesz i wiesz, że to będzie dobry dzień. W pochmurne dni, zanim się zwlekę z łóżka przeprowadzam bardzo długi (zwykle za długi)monolog wewnętrzny;)
Z naukowego punktu widzenia bardzo łatwo wyjaśnić to zjawisko. Promienie słoneczne aktywują bowiem w mózgu szereg procesów chemicznych, które przyczyniają się
do zwiększonej produkcji serotoniny, potocznie zwanej hormonem szczęścia.
A skutki niedoboru serotoniny to m.in:
- Zaburzenia nastroju, niepokój, lęki, zmęczenie, nerwowość, w skrajnych przypadkach również depresja
- Osłabienie pamięci i nastroju
- Zaburzenia rytmu snu i czuwania
- Zwiększony apetyt na słodycze (zwłaszcza, gdy traktujemy je jako nagrodę)
Opalanie jako nałóg?
Gdy nadchodzi lato należycie do grupy „plażing smażing” czy wręcz przeciwnie? Ja zdecydowanie wyleżeć na słońcu nie mogę. Kiedyś podziwiałam ludzi, którzy tak wytrwale „robili” opaleniznę jeszcze przed sezonem – balkony, ogródki, baseny a nawet dachy bloków – wszystkie chwyty dozwolone. Teraz jednak trochę ich rozumiem. Istnieją już dowody na to, że promieniowanie UV pobudza w skórze melanocyty, prowadząc do uwolnienia endorfin – kolejnych hormonów szczęścia.
„Promieniowanie UV powoduje produkcję
i uwalnianie beta-endorfiny, które wywołują efekty przypominające zażycie opiatów, w tym uzależnienie. To potencjalne wyjaśnienie zachowania polegającego na dążeniu do wystawiania się na słońce” dr David E. Fisher.

Witamina D – witamina słońca
O witaminie D powiedziano i napisano już prawie wszystko. Nie sposób ją jednak pominąć w tak słonecznym artykule. Ilość funkcji, które reguluje w naszym organizmie jest przeogromna. Wspomnę tu tylko o regulacji gospodarki kostnej organizmu czy bardzo korzystnym jej wpływie na budowanie naszej odporności.
Witamina D aż w 80-90% wytwarzana jest w naszej skórze pod wpływem działania promieni słonecznych. Możecie więc zapytać – po co ją suplementować?
Żyjemy w takim miejscu na Ziemi, gdzie na nadmiar słońca narzekać nie możemy.
Od września do kwietnia jest go zdecydowanie za mało, by wyprodukować witaminę D. W pozostałe miesiące też nie jest lepiej. Zmienia się nasz styl życia. Pracujemy pozamykani w biurach do coraz późniejszych godzin popołudniowych. Szyby w oknach praktycznie całkowicie blokują promieniowanie UV. Po pracy szereg obowiązków domowych uniemożliwia nam korzystanie z uroków świeżego powietrza.
A musicie pamiętać, że aby wyprodukować właściwą dawkę cholekalcyferolu należałoby od maja do września wystawiać na słoneczko 18% ciała (przedramiona i łydki) przez minimum 15minut. U osób starszych skórna synteza witaminy D jest zdecydowanie mniejsza. W takim przypadku zaleca się jej suplementowanie przez cały rok.
Ciesz się słońcem z rozwagą
Słońce jest Dobrem, z którego trzeba korzystać Czyńmy to jednak z umiarem i rozwagą.
O potencjalnych zagrożeniach napiszę w kolejnym artykule. A tymczasem…
Ciesz się słońcem i pięknie żyj!
